Złudzenia umysłu – powszechna przypadłość

illusion

Wbrew temu, co sugeruje obrazek nie chodzi o złudzenia optyczne, ani iluzje będące wyrazem psychopatologii. W pewnym sensie wszyscy jesteśmy niespełna rozumu i nawet ciesząc się dobrym zdrowiem zbiorowo doświadczamy pewnych ograniczeń świadomości – zawężamy kanał docierających do nas informacji, a wtedy tylko krok dzieli nas od wyciągania pospiesznych, nieuprawnionych wniosków i innych zniekształceń myślenia.  Wyzwala to negatywne emocje i psuje nasze relacje z ludźmi i światem. Innymi słowy, złudzenia często prowadzą do cierpienia. Te same złudzenia często odpowiadają za to, że nie jesteśmy świadomi ich wpływu na nasze życie, a przyczyny złego nastroju i „tego całego zła” jesteśmy raczej skłonni przypisywać zachowaniu innych osób, niesprawiedliwości świata, czy innym czynnikom zewnętrznym.

Tak rozumianych złudzeń jest cała kopalnia. Wymieniam tutaj te, których uświadomienie, może sprowokować refleksję i wrażenie „przejrzenia na oczy”. Rozbrajanie złudzeń może wcale nie być przyjemne, niekoniecznie pociąga za sobą uczucie błogiego oświecenia. Może być wręcz przeciwnie – doświadczysz przykrości i bezbronności. W końcu obnażasz pewne mechanizmy chroniące przed trudnymi doświadczeniami. Takim niełatwym doświadczeniem może być chociażby sama świadomość odpowiedzialności za własne uczucia i działania – przyznanie przed samym sobą, że to nie sytuacja, czy zachowanie ludzi wyzwala w nas negatywne emocje i reakcje – tylko my sami – a raczej filtr, przez jaki spostrzegamy i oceniamy to, co nas spotyka.

Głęboko wierzę w to, że w dłuższej perspektywie czasu rozbijanie złudzeń pociąga za sobą poszerzenie świadomości. Stopniowo, człowiek zaczyna zauważać, że okoliczności życia i ludzie wcale nie muszą wpływać na jego nastrój. Zwiększa się poczucie wolności i autonomii, a pomiędzy bodźcem, a reakcją wyłania się przestrzeń, którą każdy wypełnia, tak jak chce i z pełnym poczuciem odpowiedzialności.

1. Złudzenie: „Nie mogę uważać się za szczęśliwego, nim nie osiągnę tego, czego pragnę”

„Nie będę szczęśliwy dopóki nie znajdę miłości mojego życia, nie będę najlepszym pracownikiem, nie osiągnę wymarzonej sylwetki, nie zarobię swojego pierwszego miliona itd.” Generalnie, chodzi o uzależnienia własnego samopoczucia od czynników zewnętrznych. Przypomina mi się pewne powiedzenie, mówiące o tym, że za szczęściem nie można gonić – trzeba je po prostu znaleźć – tu i teraz – poprzez kontakt z rzeczywistością i właściwą perspektywę. Uczepienie się tego złudzenia sprawia, że życie staje się ubogie. Na przykład Anthony de Mello, rozmawiając z pewną kobietę, która uważała się za nieszczęśliwą z powodu braku miłości zapytał: „Czy chcesz powiedzieć, iż nie zdarzają ci się takie chwile, w których zapominasz, że nie jesteś kochana i czujesz się szczęśliwa? – Oczywiście, że się zdarzają!”. Prawomocność podobnych złudzeń może zostać podważona właśnie poprzez poszukiwanie wyjątków.

2. Złudzenie: „Jestem tym, co czuję”

Jest to błąd nadmiernej identyfikacji z własnymi emocjami, co prowadzi do arbitralnego wnioskowania typu „czuję się beznadziejnie, więc jestem do niczego”. Zwykle wysuwamy takie wnioski bazując na szczątkowych informacjach – zgodnych z doświadczanym nastrojem. Odczuwając smutek mamy naturalnie większą skłonność do generowania negatywnych myśli, ale to zawsze jest jakiś wąski wycinek naszej wiedzy o nas samych i tego, kim autentycznie jesteśmy. Wszystkie emocje jakie odczuwamy są tylko stanami przejściowymi, prędzej czy później ustąpią miejsca innym. Trzeba dać im przestrzeń, ale czy warto utożsamiać się z nimi czy uogólniać po całości w stylu „mam dzisiaj zły dzień”? To, co przeżywamy nie określa nas, nie musi dotykać bezpośrednio naszego Ja. To tak jakby przekształcenie „jestem zła” na „w tej chwili czuję złość”. Czy nie brzmi lepiej? Jednak zdarza się, że mimo i tak negatywnego wyjaśniania, dolewamy  jeszcze oliwy do ognia i myślimy, że skoro targają nami przykre emocje, to na pewno ktoś lub coś stoi za ich wywołaniem. Zrzekamy się odpowiedzialności za własne uczucia i nie tylko my przez to cierpimy.

Złudzenia nadmiernej identyfikacji dotyczy także etykiet – często nadajemy je sami sobie, albo zawierzamy tym, które doczepili nam inni ludzie. Czy osoba uważająca się za lękową łatwo pozbędzie się zahamowań i rozwinie skrzydła? Nawet „pozytywne etykiety” mogą być okazać się obciążające. Opinia pociąga za sobą oczekiwania. Jesteś pracownikiem roku? Zapewne będziesz starał się podtrzymać ten tytuł, za wszelką cenę nie zawieść innych, a do tego dochodzą obawy, że to wszystko możesz utracić. W ten sposób wyróżnienie może przekształcić się w cierpienie. Tymczasem sukcesy przychodzą i odchodzą, nie stanowią integralnej części Ja.

3. Złudzenie: umiejętność czytania w cudzych myślach

Jest taki rodzaj zniekształcenia myślenia, które skutecznie podkopuje nasze relacje z innymi. Polega na tym, że mylnie zakładamy, że wiemy, co nasz rozmówca ma na myśli, jaki ma stosunek do nas, czy do tego, co mu komunikujemy. Tymczasem, opieramy się na domysłach i wyobrażeniami na temat tej osoby i jej zachowania. Wysuwamy wniosek, że nasz partner nie interesuje się naszymi sprawami, bo gdy opowiadamy z ekscytacją, co spotkało nas w ciągu dnia, on z ponurą miną zdaje się błądzić myślami gdzie indziej. Obrażamy się, nie dociekając, czy powodem mimiki partnera faktycznie było znudzenie naszą osobą, czy może coś innego np. kłopoty w pracy. Warto nie odnosić wszystkiego do siebie, tylko rozszerzać świadomość o inne możliwe alternatywne wyjaśnienia sytuacji – gdyż to, co myślimy może nie mieć uzasadnienia w rzeczywistości

4. Złudzenie: „Ludzie powinni mnie lubić i traktować z uczciwością i szacunkiem”

To przekonanie jest eskalacją naturalnej potrzeby akceptacji i docenienia przez innych. Co jest w nim złego? Wydawałoby się, że przekonanie o tym, że zasługuje się na szacunek i sympatię ludzi jest jak najbardziej zdrowe. Tkwi tu jednak zakamuflowane wojujące żądanie „muszę być dobrze traktowany”, za którym podąża niewyrażone założenie: „jeżeli nie będę dobrze traktowany, to… będę zraniony, upokorzony, czy rozgniewany” „A tego nie zniosę” – można by dopowiedzieć. Nie trzeba dodawać, że takie przekonania są autodestrukcyjne. Nie wszyscy ludzie, których spotykamy na swojej drodze są uprzejmi, a znajdą się i tacy, którzy potrafią zranić bardzo mocno. Nie chodzi o to, aby odwracać się od tego bólu i udawać, że nie czujemy się skrzywdzeni. Te negatywne uczucia są w nas i najkorzystniej przyjąć je takie, jakie są, bez planowania zemsty na naszym wrogu. Każda krzywda obnaża pewne czułe punkty naszej osobowości, która właśnie w takiej sytuacji domaga się naszej uwagi, troski i cierpliwości. Może być także punktem wyjścia do zastanowienia „Czy dobrze czuję się z ludźmi, wśród których się obracam?” Pod warunkiem racjonalnego przewartościowania, trudne doświadczenie może być także okazją do zmiany – do wzmocnienia poczucia własnej wartości. Natomiast, pragnienie zemsty podsyca tylko negatywne uczucia i mimo ułudy lepszego samopoczucia, wcale nie przynosi ulgi.

5. „Muszę zrobić coś żeby pozbyć się smutku, niepokoju i wątpliwości”

Bezsprzecznie, długo utrzymujący się stan dojmującego przygnębienia, spadek energii i utrata sensu życia są alarmem, wzywającym do zatroszczenia się o siebie, czasem poprzez nawiązanie kontaktu z psychologiem czy psychiatrą. Złudzenie, które mam na myśli dotyczy przemijających, ale bardzo niekomfortowych stanów psychicznych, które najchętniej usunęlibyśmy z pola naszego doświadczenia, nie zastanawiając się nawet nad ich przyczynami. Ta skłonność podyktowana może być społecznymi wpływami uwarunkowanymi kulturowo, gdy spotykamy się z przekazami, że na każdą niedyspozycje – także psychiczną znajdzie się jakiś farmaceutyk, czy suplement diety. Odcinamy się od swoich emocji, potocznie określanych, jako złe, odwracając od nich uwagę. Czy to rozwiązuje jakiś problem, czy podwyższa nastrój? Im silniej coś od siebie odpychasz, tym z większą siłą, to do Ciebie wraca. Anthony de Mello opisuje to tak: „Ilekroć wyrzekasz się czegoś, wiążesz się z tym na zawsze”. Sposobem na uporanie się z negatywnymi emocjami nie jest walka, ale dopuszczenie ich do siebie – wejście z nimi w pełny kontakt, choć może to być na początku nieprzyjemne. Jednakże w ten sposób otwiera się furtka dla refleksji nad źródłem smutku, co już może w połowie pomóc rozwiązać trapiący nas problem. Akceptacja uczucia sprawia, że łatwiej mu jest „odpłynąć” – jeśli nie wiążesz tych emocji z własnym Ja, a zatem traktujesz je wyłącznie tym, czym są, czyli ulotnymi stanami.

Przedstawiłam zaledwie 5 złudzeń, ale przypuszczam, że przynajmniej jednym z nich zetknąłeś się w swoim życiu. Może łapiąc się na nim, obaliłeś go z miejsca. Tym lepiej. Mnie wiedza o złudzeniach napawa natchnieniem i pomaga klarować obraz rzeczywistości – każdego dnia na nowo. Prowokacji do myślenia na ten temat dostarczyła m.in. lektura „Przebudzenia”. Choć z wieloma poglądami Anthony’ego de Mello mogłabym polemizować, to jednak książka ta posłużyła mi za cenne źródło inspiracji, skłaniając do zastanowienia się nad wieloma ważnymi kwestiami i napisania niniejszego tekstu. Polecam!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s